"Życie nie daje nam tego czego chcemy, lecz tylko to, co dla nas ma..."

/ Kamil Bednarek "Anioły" /

środa, 22 sierpnia 2012

Prolog




    - Katheryn, no chodź! 
    
    Tłum ludzi utrudniał brunetce przedzieranie się do reszty przyjaciół. Biegła jak mogła najszybciej, w końcu to tylko kilkanaście metrów, jednak mimo wszystko czuła, że nie zdąży. 

    - Czekajcie! – krzyknęła za trójką przyjaciół, którzy już wchodzili na stopnie autobusu. – Nie! – tak jak myślała autobus zamknął drzwi i odjechał razem z jej znajomymi, którzy bezsilnie próbowali zatrzymać pojazd. Stanęła w miejscu tak nagle, że jeden z przechodniów wszedł prosto na nią, krzycząc niemiłosiernie. Przeprosiła go i ruszyła powolnym krokiem do najbliższej ławki. Usiadła z przestraszoną miną. Była w obcym mieście, zupełnie sama, bez środków do życia, bez pieniędzy. Cieszyła się, że chociaż walizek nie dała w przechowanie swoim przyjaciołom. Wyjęła zgniecionego batona z torebki i powoli zaczęła go jeść. Rozglądała się dookoła przypatrując ludziom, którzy ją mijali. Starsza pani z małym pieskiem, małżeństwo z dwójką dzieci, którzy w pośpiechu biegli na autobusy. Przeklinała się w myślach, że zatrzymała się przy kiosku, aby kupić ten przeklęty baton. Popatrzyła na niego i cisnęła nim w kierunku pobliskiego kosza. Niestety nie trafiła, a nadgryziony baton wylądował na koszulce nieznajomego. Blondyn przystanął w miejscu i rozglądnął się. Przegryzła wargę ze strachu, gdy chłopak popatrzył w jej kierunku. Niemal zesztywniała, gdy zaczął do niej podchodzić.

    - W czym zawiniła ci ta niewinna przekąska, że tak brutalnie chcesz się jej pozbyć? – zapytał z uśmiechem, kładąc baton na ławce obok niej.

    Katheryn patrzyła na stojącą przed nią osobę jak zaczarowana. Czuła się jak w jakimś transie. Nie mogła oderwać wzroku od nieznajomego. Dopiero dłoń chłopaka machająca jej przed oczami sprowadziła ją na ziemię. 

    - Eee, słucham? – odpowiedziała lekko zawstydzona.

    - Nic, już nic – machnął ręką.

    Popatrzyła na jego białą koszulkę, teraz przyozdobioną ciemnobrązowa plamą.

    - Wybacz, nie chciałam - odpowiedziała delikatnie się rumieniąc.

    Również spojrzał na swoje ubranie z uśmiechem na ustach. 

    - Nic sie nie stało, ale chyba powinnaś poćwiczyć celowanie – zaśmiał się lekko, po czym odwrócił się i poszedł zostawiając dziewczynę w niemym osłupieniu. 


_____________________________________________

witajcie, kochani :) tak... zachciało mi się pisać opowiadanie haha, mam nadzieję, że ten krótki początek wam się spodobał :) komentarze mile widziane :) 

2 komentarze:

  1. Hahahah dobre :) Normalnie boskie ! Czekam z niecierpliwością na pierwszy rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapowiada się ciekawy :) Czekam na pierwszy rozdział.



    Możesz mnie informować? GG:34237735

    OdpowiedzUsuń